- Obstawiam dychę, że da mu w pysk - oznajmiła Ally, spoglądając sceptycznie na chłopaka.
- Więcej wiary! Da sobie radę! - orzekł James, opierając się na rękach i uśmiechając pod nosem.
- A ja zgadzam się z Ally... Ale! Stoją przy jeziorze... Wrzuci go. Obstawiam DWIE dychy! - Natalie skrzyżowała nogi i z niezwykłą pewnością siebie obserwowała wydarzenia.
Na początku szło mu całkiem nieźle, Ally niemal zaczynała już wątpić w swoją wygraną, jednak Nat cały czas siedziała, patrząc na swego przyjaciela i nieznaną dziewczynę.
- Ha, widzicie? Uda mu się! - zatriumfował James. I w tym momencie...
Dziewczyna strzeliła Syriusza w "pysk", po czym wepchnęła do wody.
- A nie mówiłam? Wyskakiwać z trzech dyszek! - odezwała się z wyższością Nat.
- Trzy?! Przecież ty obstawiałaś na dwie! - zaprotestował Potter, ale nawet zanim skończył, już wiedział, że nie wygra.
- A ja? Jedna dycha do mnie, dwie do Nati - zauważyła Ally.
- Ja się nie zakładałem! - bronił się Lupin, a obie obdarzyły go słodkimi uśmiechami.
- Kto się nie zakładał, nie oddaje. Ale James? Mówił, że Pan Burek da sobie radę - odpowiedziała czarnowłosa, wyciągając rękę do Jamesa. Ten z westchnieniem wyciągnął z kieszeni pieniądze, odliczył trzy dyszki i podał odpowiednie kwoty do dziewczyn.
Syriusz wyszedł z wody, otrząsnął się jak pies i z westchnieniem podszedł do przyjaciół. Gdy dotarł pod dąb, położył się na trawie i podejrzliwie spojrzał na Natalie, chowającą swoją wygraną do kieszeni.
- A to co? Zakładaliście się, czy mi się uda, czy co? - zapytał, spoglądając w niebo.
- Mniej więcej. Ally obstawiła, że da ci w twarz, Natalie że dodatkowo wrzuci do jeziora, a James mówił, że ci się uda. Ja tam wierzyłem, ale jak widać... Myliłem się - odparł Peter, zerknąwszy na Pottera.
- Aha... Miło, że we mnie wierzyłyście - wymamrotał sucho. Natalie prychnęła, rozciągając się w cieniu, niedaleko chłopaka.
- No, może kiedy indziej się uda - westchnęła, obserwując go kontem oka. Nie odezwał się jednak, co ją zdumiało. Zazwyczaj odpowiadał na jej zaczepki. Już myślała, że porażka za bardzo go zabolała, gdy zobaczyła, że... Zasnął.
Ally parsknęła śmiechem.
- A ja myślałam, że tylko staruszkowie mogą tak pstryk!, i już śpi,. A tu proszę... - zachichotała i odchyliła się do tyłu. Natalie usiadła i cofnęła się do przyjaciółki.
- Jak widać, starzeje się nam. A wydawało się, że jeszcze wczoraj miał zaledwie trzynaście lat... - pokręciła głową, rozbawiona.
- Bo to BYŁO wczoraj - zauważył Remus, przysuwając się do nich. James, oparty o pień drzewa, przyglądał się Lily.
- Ach, taki zapatrzony... A i tak nie umiejący jej zdobyć... Smutne - westchnęła cicho Ally. Nic nie doszło do uszu zapatrzonego chłopaka, który nie zwracał uwagi na nic, oprócz dziewczyny.
Nagle, gdy Remus zmieniał pozycję, by wygodniej się umościć we wgłębieniu kory, jego ręka dotknęła dłoni Ally. Przez chwilę gapił się na to, po czym cofnął ją i wymamrotał przeprosiny, czerwony jak burak. Ally spuściła wzrok i równie cicho powiedziała "Nie ma za co".
-Co z nimi jest nie tak?! Przecież mogliby być razem, zamiast tak tańczy wokół tematu. Kiedyś będę musiała im to rozjaśnić... BO nie wytrzymam! - pomyślała Anonim, obserwując tą scenkę.
- Słodko, ale ja idę uczyć się na transmutację z Lily - powiedziała, zbierając się z trawy.
- Gdzie idziesz z Lily? - zapytał James, spoglądając na Natalie z nagłym zaciekawieniem.
- P-O-U-CZ-Y-Ć S-I-Ę. N-A T-R-A-N-S-M-U-T-A-C-J-Ę - przeliterowała głośno i wyraźnie, po czym opuściła towarzystwo.
***
- No, myślę, że pójdzie nam całkiem nieźle - oświadczyła Lily, zbierając podręcznik i zeszyt, rozłożone na stoliku, który dziewczyny zajęły.
- Też tak sądzę - przytaknęła jej Natalie, również pakując swoje graty do torby.
- A widziałaś dziś, jak Black wylądował w wodzie? Jakaś dziewczyna, nie znam jej, go wrzuciła! - powiedziała Lily, uśmiechając się szeroko.
- Tak, no jasne! Zakładałam się z... kumplem, czy mu się uda, czy wyląduje w wodzie - zaśmiała się zapytana. - Należało mu się.
- Jasne, że tak! Nadal nie rozumiem, czemu się z nimi przyjaźnisz.
- Hm... Tego półgłówka Jamesa znam od... x lat, a trochę trudno jest uniknąć przebywania w towarzystwie przyjaciół swojego przyjaciela. A Lupin jest całkiem fajny, nie? - odparła po chwili zastanowienia.
- Hm... Tego półgłówka Jamesa znam od... x lat, a trochę trudno jest uniknąć przebywania w towarzystwie przyjaciół swojego przyjaciela. A Lupin jest całkiem fajny, nie? - odparła po chwili zastanowienia.
***
- Jak tak można?! TYLE ZADAĆ?! - jęczała Bianca, siedząc nad pracą domową. Huncowoci (opróćz Ally, Natalie i Remusa) również męczyli się nad jakimiś wypracowaniem albo innymi "pierdołami".
- Normalnie. Poczekaj jeszcze rok, dwa, a zobaczysz, co to znaczy życie! - odparła Nat, ostrząc swój nóż.
- Możesz to odłożyć? Serio, to nie poprawi morale oddziału - zauważył Peter, patrząc z lękiem na ostrze.
- Może i bym mogła. Ale co bym wtedy robiła? - zaoponowała obojętnie.
- EEeeee. Możesz podręczyć Syriusza - zaproponował Remus, a wspomniany "przedmiot dręczenia" obdarzył go morderczym spojrzeniem.
- Jej! Seryjny morderca wyrusza na rzeź - mruknął pod nosem Lupin, zerknąwszy na Natalie.
- Ej! Nikt nie będzie mi zabierał posady seryjnego mordercy za pomocą spojrzeń! - krzyknęła, święcie oburzona.
- Ej! Nikt nie będzie mi zabierał posady seryjnego mordercy za pomocą spojrzeń! - krzyknęła, święcie oburzona.
-----
Przepraszam, że tak krótko D: Wełna lamy się skończyła.