czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział XIII

[Jako, iż nie ma o czym pisać, ominiemy Wielką Ucztę oraz kilka pierwszych dni]
- Bianca! Idź, jesteś za młoda, nie chcę cię demoralizować - warknęła Natalie, odpędzając młodszą siostrę.
- "Za młoda"? "Demoralizować"? WIESZ, Z CZYM MI SIĘ TO KOJARZY?! - ryknął Remus, dusząc się ze śmiechu.
- A nie mówiłam? Posiedzisz z nami, to wrócisz do domu... co najmniej jako zboczeniec na równi z Lupinem - ostrzegła Nat, nie zważając na mocne protesty, jakimi obdarzyła całe towarzystwo jej młodsza siostra. - A teraz SIO.
Wyprostowała się i żwawo ruszyła w stronę wyjścia na błonia. Przyjaciele już po chwili ją dogonili, a James spojrzał na nią i skrzywił się.
- Nie za ostro ją potraktowałaś? - zapytał z odrobinę większą pretensją w głosie, niż zamierzał.
- Hm... Nie. Chciałbyś, żeby już w pierwszej klasie została zboczuchem jakich mało? A co, może w trzeciej latałby już z brzuchem, hę? - odparła spokojnie.
- Eeee. Co? - wydukał chłopak, i dał już spokój.
- Nat ma rację. Nie demoralizujmy młodzieży... - mruknęła Ally, idąc obok swej dziwacznej, lekko psychopatycznej przyjaciółki.
- Koniec tematu, bo Remus się udusi - zwrócił im uwagę, z wyjątkowo poważną miną, Syriusz. Miał rację, gdyż "Johnny Zboczony" już ledwo łapał oddech.
Dziewczyny ryknęły zgodnym, niepohamowanym śmiechem, rozumianym tylko przez nie.

Wspomniana wcześniej Bianca była tego dnia w kiepskim humorze. Jak jej siostra mogła?! JAK?! Niby jest "za młoda" by przebywać w ICH "demoralizującym" towarzystwie?! Czyżby zapomniała o tym, że rodzice już i tak ją zdemoralizowali?! Że wreszcie chciała żyć jak każdy inni? Albo być popularna, jak ta słynna paczka?
Co powiedzieć?! Była wściekła i obrażona na siostrę. Postanowiła sobie, że więcej się do niej nie odezwie.
Szła korytarzem, kopiąc kamień (jak Natalie nosiła zawsze jakiś przy sobie) i myśląc, jaką słodką zemstą będzie jej milczenie!
Nagle poczuła, że na kogoś wpada.
- Patrz jak łazisz, baranie - burknęła, a potem podniosła wzrok i spojrzała wprost na... Syriusza Blacka! A ona nazwała go przed chwilą baranem...
- Eeeee. Nie, dziękuję, Rudzielcu - odparł z szelmowskim uśmiechem, wyminął ją i poszedł dalej. Ale chwila? Przecież on był z resztą! To gdzie oni się podziali? I JAKI RUDZIELCU?! Wrrr.

Rozwikłanie tejże zagadki było proste - Lupin wypitolił się na schodach i złamał rękę, więc reszta, naturalnie, siedziała z nim. A ten jeden członek ich paczki poszedł po coś do picia, a po drodze napotkał właśnie Biancę...
- Jak to mówią? Gdyby Lupin nie fiknął kozła raz na tydzień, nie nazywał by się Remus John Lupin - powiedział Peter, a wszyscy przyznali mu rację. Remus jęknął w tym samym momencie, gdy wrócił pan Black z wodą.
- Głupi Lupin znów by się upił. Ale mieli tylko wodę na stanie - powiedział, stawiając mineralną na stoliku.
- EJ! Czy ja się kiedykolwiek upiłem? - bąknął poszkodowany, na co Syriusz uśmiechnął się i odparł:
- Hm... Jeszcze nie. Ale posiedź z nami jeszcze, to w końcu do tego dojdzie.
•••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••
Dziś tak krótko, bo weny brak D:

3 komentarze:

  1. Wypitoliłem się na schodach ;_; smutno mi

    ~Remusek Johnusek Zboczeniusek ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak by James się wypitolił, to by było dziwne. Syriusz - jeszcze dziwniejsze. Peter - LoL!

      Usuń
    2. Wszyscy się brechatją dendrofil-gej Peter wypitolił się na schodach! :D

      ~Remek

      Usuń